Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
                                                      " Życie trzeba przeżyć, a nie przeczekać..."     


- 8 z 9 -

      05.07.2009 wstajemy ok. 8. Razem z Michałem idziemy pod Czeget na targ, gdzie jest bardzo duży wybór pami±tek. Kupujemy trochę rzeczy oraz pyszne szyszki zalewane jakim¶ syropem - niebo w gębie. Do tego bierzemy na spółkę pół litra jakiego¶ przecieru z ziół, który też bardzo dobrze smakuje - takie "egzotyczne jedzenie". Wracamy do Terskola i pakujemy resztę gratów. Okazuje się, że nie mamy driengów, a jest niedziela i nie ma gdzie rozmienić. Idę po pomoc do Rosjan, którzy rozmieniaj± nam bez problemu dolary (po najlepszym kursie). Żegnamy się z nimi i idziemy na busa.



Pytamy dzidka pierwszego w kolejce za ile weĽmie nas do Mineralnych - mówi, że 3000 rubli, ¶miejemy się z niego i siadamy na "ławeczce", niebawem ma być autobus, więc mamy czas. Po chwili podchodzi i oferuje, że zawiezie nas za 2500. Już jest lepiej, ale uparcie siedzimy dalej. Okazało się, że autobus nie jedzie. Targujemy się do 2000, ale nie da rady. Michał idzie zagaić do innego kolesia, który ma przyciemniane szyby i ładne naklejki na samochodzie. Po chwili wraca i mówi nam - za 2500, ale kierowca mówił, że ma nowoczesn± maszynę. Spoko, niech będzie, nie idziemy do dziadka. Jeszcze mówimy do niego, że tamten zabrał nas za 2000. Okazuje się, że maszyna rzeczywi¶cie nowoczesna, gło¶niczki magnat fajnie mrucz±, podwieszone dvd. W drogę. Jak mogłoby się obyć bez kontroli milicji. Co chwilę nas zatrzymuj±, ale kierowca płaci łapówki i jedziemy dalej. Po drodze mijamy rozwalony radiowóz milicji - odpadło koło, mieli¶my niezł± bekę. Nasz wynajęty nowoczesny bus okazał się jednak nie tak nowoczesny, gdy zaczęła się ulewa. W ¶rodku padało na nas mniej niż na zewn±trz, ale było mokro. To z szyber dachu, to z drzwi, ale dojechali¶my do Mineralnych. Teraz dostać się na dworzec bez kontroli. I udaje nam się. Wchodzimy na dworzec a tu... milicja, i już paszporty do kontroli, po co wy tu s± i takie tam. Dochodzimy do kas. Nie ma biletów na dzisiaj - krótko dopowiada kasjerka, po dogłębnej rozmowie, okazuje się że jest 5 miejsc plackartnych na następny dzień do Kijowa. Cena decyduje o wszystkim. ¦pimy na dworcu, no chyba że zostaniemy wyproszeni. Znowu brakło driengów (rozmienili¶my mniej żeby nie zostało nam rubli). Ja akurat miałem na bilet, tak, że luz. Piotrek poszedł z Dorot± rozmienić dla reszty. Wyszli z dworca, a tu milicja zgarnęła ich do budy i znowu paszporty i tak dalej. Udało im się szybko zbyć milicjantów. Nie mieli¶my problemu z milicj± i kontrolami, bo solidnie wypełnili¶my wszystkie druczki, i zawsze trzeba mieć komplet przy sobie. Poszli oczywi¶cie do taksiarza rozmienić kasę, zawiózł ich gdzie¶, ale rozmienili i przyjechali z powrotem. Kupili¶my bilety i zajęli¶my strategiczne miejsca na poczekali - w k±cie, tak żeby nikt nie mógł nam buchn±ć gratów. Decyzja - ¶pimy na zmianę. Ciężko było zasn±ć, bo po pierwsze strasznie gor±co, po drugie różne zapachy na sali. Ale najgorsze było w powietrzu, a mianowicie komary, prawie tak duże jak wróble. Oby do rana.









Spało całkiem sporo osób (w tym trochę bezdomnych).





1   2   3   4   5   6   7   8   9  

Relacje (dział główny)



Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
Copyright 2009 www.lagozny.pl   Łagożny Łukasz