Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
                                                      " Życie trzeba przeżyć, a nie przeczekać..."     


- 6 z 9 -

      W siodle spotykamy Dorotę i Piotrka, mieli dłuższy odpoczynek w siodle, ale atakują dalej. Idziemy dalej, śnieg jest rozmiękczony. Przykleja się do raków - nie pomagają antisnowy. Albo świeci słońce, albo pada śnieg i wieje zimny wiatr. I tak na zmianę, ciepło, zimno. Przechodzimy przez trawers. Decydujemy się na tak zwany "dupozjazd", który zaoszczędza nam sporo czasu. Po chwili jesteśmy poniżej Skał Pastuchowa. Pogoda zła, widoczność na max 50m. Do namiotu dochodzę o 15:15 - równe 13 godzin ataku. Picie, nasmarowanie zaczerwienionego noska i drzemka. Wstaje ok. 17. Dalej nie ma Piotrka i Doroty, ale w chwilach bardzo dobrej widoczności widać 2 postacie powyżej Pastuchowa. Dochodzą do namiotów po dwudziestej. Są wykończeni. Dorota poparzyła twarz, Piotrek usta. Zdobyli szczyt.



Spokojnie zasypiamy. Michał wychodzi w nocy, po drodze również spotyka polaków i atakuje z nimi. Tak mocno spałem, że nawet nie słyszałem jak wychodził, a wyszedł ok. 1:30. 03.07.2009 Rano piękna pogoda. Ogólny odpoczynek, sesja foto i dalsze plany.















Dorota z Piotrem zjeżdżają na dół, ja czekam na Michała i jak przyjdzie do 18 to również schodzę (na nogach). Jutro idziemy na wodospad. Michał przychodzi o 17, zmęczony, ale widać że wszystko ok - lekko poparzona buźka. Postanawia zostać na noc, ja biorę plecak i heja.





Po drodze widać bardzo "soczystą" tęczę, jeszcze nie widziałem tak żywych kolorów - zdjęcia nie oddają całości, heh.



Schodzę drogą, mijają mnie ogromne ciężarówy jadące z gruzem/ziemią na górę - nie wiem po co. W okolicy 2 kolejki mija mnie pierwsza, która jedzie na dół. Zatrzymuje się przy stacji, koleś otwiera zardzewiałe drzwi i... szok, szczęka mi opadła. Wysypał się przyjemny basik z cudownymi wysokim tonami. Czyściutka Turecka muzyczka, jednym słowem miód dla uszu. Sprzęt, który tam grał był gites! Wyprzedzam go i idę dalej. Koleś zabrał 2 osoby ze stacji. Mijając mnie zatrzymał się i coś tam mówiąc wskazywał głową na burtę - żebym wsiadał to mnie podrzucą na dół. Szybkim zdecydowanym ruchem głowy odmówiłem. Po pierwsze było to 3 podchmielonych zakapiorów, a po drugie nie wiem jak bym tam wyszedł z plecakiem. Dochodząc do Aza, mija mnie jeszcze jedna ciężarówa, też zatrzymuje się i proponuje podrzucenie (jest już sporo osób na pace), ale twardo odmawiam, zostało max 20 min. do wioski, a szczyt będzie zdobyty na nogach. W Terskolu jestem po 20, kolacyjka, plany na następny dzień i kima.



1   2   3   4   5   6   7   8   9  

Relacje (dział główny)



Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
Copyright 2009 www.lagozny.pl   Łagożny Łukasz