Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
                                                      " Życie trzeba przeżyć, a nie przeczekać..."     


- 4 z 9 -

      Wieczorem integracja i plany. Następnego dnia wychodzimy w góry. Wstaję rano (30.06.2009) pakuję się, składamy namiot (mamy wspólny namiot z Michałem podzielony na pół) i wychodzę ok. 6:45. Reszta później, bo jadą kolejką do beczek, gdzie mamy pierwszy obóz, a ja idę na nogach - jak atakować to atakować. Piotrek ma nas rano zgłosić do służb ratowniczych - obowiązkowo należy zgłosić każde wyjście w góry i przewidywany powrót. Po drodze do Azau - wioski położonej na wysokości 2350m (jest tam stacja kolejki) mijam zdechłego osła, leżącego na poboczu drogi - obraz jakich nie widzi się w Polsce. Po 40 minutach dochodzę od stoku narciarskiego w Aza. Przede mną podejście do góry. Idzie się dobrze, widoki niezbyt rewelacyjne, ale jest ciekawie. Za drugą kolejką mijam rozwalony czołg - chyba stoi tam od czasów wojny. Przy trzeciej stacji zaczyna się śnieg, ubieram skorupy i dalej wio. Spotykam sympatyczną Szwedkę - bez palców u lewej dłoni (wygląda na odmrożenie) dźwigającą niezły majdan, tak zwany Python V120. A nawiązując do Pytona- Polacy z Sosnowca, których spotkaliśmy w Terskolu powiedzieli nam, że mijali Rosjanina, który miał bardzo, ale to bardzo duży plecak. Z tyłu napis Python V120 - tłumaczył wszystko. Tym mianem właśnie określaliśmy plecak Michała, który był nieźle napakowany. Doszedłem do beczek ok. 12:15. Rozglądam się, chodzę, szukam - nie ma ich. Piszę smsa, po chwili jest odpowiedź - jadą kolejką. Skoro mam trochę czasu to wyciągam karimatę i przyjemna zasłużona drzemka. Po około pół godziny budzi mnie głośnie chrapanie, jak się okazuje moje. Przecieram oczy i widzę moich kompanów - teraz oni szukają mnie. Rozbijamy namioty, szamanie,







a następnie aklimatyzacja do Pruita.







Pogoda zmienna jak na Elbrusie bywa, ale nie jest źle. Glaza ma problemy z rakami, w końcu niesie je w rękach, a w głowie obmyśla już misterny plan sprzedaży ich na allegro. Raki te, widać nawet na zdjęciach:







Dochodzimy do Priuta. Wchodzę do schroniska i widzę bardzo zrytą podłogę od raków - myślę sobie, że można wchodzić w rakach - spoko. Siadam spokojnie obok Piotrka. Po chwili wchodzi Michał, a tu ruski jak nie zacznie się wydzierać i pokazywać na raki. Zauważył też mnie, ale szybko ściągnąłem automaty przy nim. Jeszcze trochę pomarudził coś po nosem i przeszło mu. Generalnie należy pamiętać, drodzy turyści, że nie wolno wchodzić w rakach do Priuta.



Po chwili zjawił się Glaza z Dorotą, posiedzieliśmy chwilę i z powrotem do beczek, kolacyjka i nyny. Nadeszła noc, ale aby było ciekawie to nie taka zwykła. Rozpętała się solidna burza, wiatr, śnieg, błyskawice. Świetne efekty optyczno- akustyczne. Nie porwało nam tropiku (dobrze obłożyliśmy namiot kamieniami) i doczekaliśmy do rana.





1   2   3   4   5   6   7   8   9  

Relacje (dział główny)



Home  |  Relacje  |  Sponsorzy  |  Galeria  |  Plany  |  Kontakt  |         Forum
Copyright 2009 www.lagozny.pl   Łagożny Łukasz